[Debata] Uchodźcy w mediach – walka o klienta

Polacy pod wpływem medialnego przekazu traktują cudzoziemców coraz gorzej

E. Wanat, A. Nalborczyk i B. Imiołczyk w rozmowie z M. Jędrzejkiem
 16.11.2015 

The Gillard Government made a commitment in 2010 to release all children from immigration detention by June 2011, but still 1000 children languish in the harsh environment of immigration camps around Australia. The Refugee Action Collective organised a protest on July 9, 2011 outside the Melbourne Immigration Transit accommodation which is used for the detention of unaccompanied minors.

Piątkowe zamachy w Paryżu nie tylko wstrząsnęły zachodnią opinią publiczną, ale również spowodowały prawdziwą lawinę radykalizacji w mediach. Pierwsze strony gazet mówią o „wojnie”, „rzezi” i „zderzeniu cywilizacji”. Jednak mocne stwierdzenia były obecne w polskiej debacie publicznej od samego początku kryzysu migracyjnego. „Dzicz”, „islamskie bestie”, „socjalny dżihad”, „pęd ku samozagładzie” – to tylko niektóre określenia pojawiające się od września br. na „opisanie” fali ludzi zmierzających do Europy z Afryki i Bliskiego Wschodu. Niektóre media prześcigają się we wzbudzaniu u swoich odbiorców poczucia strachu, nienawiści i odrazy wobec Innego, który puka do naszych drzwi. Przedstawiamy dziś Państwu zapis debaty „Inwazja – najazd – solidarność? Polskie media o kryzysie migracyjnym”, która odbyła się na Poddaszu Kultury 15 października w ramach obchodów Dnia Solidarności z Uchodźcami. W dyskusji udział wzięły: dr hab. Agata S. Nalborczyk (arabistka, badaczka islamu, adiunkt w Zakładzie Islamu Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego), Barbara Imiołczyk (współprzewodnicząca Składu Komisji Ekspertów ds. Migrantów przy Rzeczniku Praw Obywatelskich) oraz Ewa Wanat (dziennikarka, była redaktor naczelna radia TOK FM i Polskiego Radia RDC). Spotkanie poprowadził Michał Jędrzejek, współpracownik „Kultury Liberalnej”, członek zespołu Obserwatorium Debaty Publicznej.

Michał Jędrzejek: Z analiz, które prowadziliśmy w Obserwatorium Debaty Publicznej, wynika, że w sprawie uchodźców polskie media podzieliły się na dwa obozy. Jeden posługuje się językiem zderzenia cywilizacji, mówi o inwazji muzułmanów i islamizacji Europy – drugi sięga do retoryki troski o Innego czy solidarności z potrzebującymi. Czy taka polaryzacja jest typowa wyłącznie dla polskiej debaty publicznej?

Ewa Wanat: Debata na temat uchodźców nałożyła się na ostry podział w polskich mediach między środowiskami prawicowymi a liberalno-lewicowymi, który istnieje co najmniej od 2005 r., a w 2010 r. jeszcze się pogłębił. Ten rozłam istniał także wcześniej, ale przed Smoleńskiem skala emocji była znacznie mniejsza. Obecnie wszystkie polskie media budują swoje narracje przede wszystkim na emocjach. Chcą związać ze sobą swoich odbiorców, pozwolić im na jeszcze głębsze utożsamienie się z wybranym medium. Informacje, które poszczególne gazety, telewizje, portale czy radiostacje dostarczają swoim odbiorcom, mają z założenia wpisywać się w ich obraz świata. Media konserwatywne bazują – nie tylko przy tej okazji – na ludzkich lękach i na strachu przed zmianą. Przywiązują do siebie swoich czytelników, strasząc ich – posługują się wojenną retoryką, wyolbrzymiają zmiany cywilizacyjne, których jesteśmy świadkami. Oczywiście media liberalne też nie są obiektywne, nadużywają emocjonalnego języka, choćby po to, by wzbudzić u swoich odbiorców współczucie wobec uchodźców. To jest oparta na emocjach walka o klienta.

Michał Jędrzejek: Za granicą ten medialny przekaz nie jest tak emocjonalny?

Ewa Wanat: W zagranicznych mediach emocjonalny przekaz na temat uchodźców także jest obecny. Różnica polega na tym, że na Zachodzie skrajnie afektywne narracje nie dominują w tak zwanym mainstreamie. W Polsce, zamiast próbować wyjaśnić przyczyny tego, co się dzieje – wszyscy konstruują mityczne wizje – albo otwartej i gościnnej wielkiej europejskiej rodziny, albo najazdu barbarzyńców. W budowaniu tych narracji pomaga nadużywanie metody human story. I tak: albo opisujemy wyłącznie historię grupy mężczyzn, którzy kradną, biją i gwałcą – albo cały problem uchodźców próbujemy pokazać poprzez losy jednej matki z dziećmi uciekającej przed bombami.

Michał Jędrzejek: Widzi pani jakieś wyjście z tej sytuacji?

Ewa Wanat: W pewnym momencie nawet polskie tabloidy zorientowały się, że w tym wywoływaniu strachu i nienawiści wobec muzułmanów poszły za daleko. Czterdzieści mediów w Polsce, w tym np. „Super Express”, wydało specjalny informator, takie małe kompendium wiedzy o imigrantach i uchodźcach, trochę o islamie. To oczywiście niewielki, ale jednak krok w dobrym kierunku.

Media w Polsce, zamiast próbować wyjaśnić to, co się dzieje, konstruują mityczne wizje: albo wielkiej europejskiej rodziny, albo najazdu barbarzyńców.

Ewa Wanat

Michał Jędrzejek: Wróćmy do obrazu islamu w polskich mediach. Pozwolę sobie przytoczyć jeden z artykułów na portalu Fronda.pl: „[K]ażdy kto ma jeszcze odrobinę odwagi, przyzna, że nie jest mu miły widok ałłahujących na głos na ulicach muzułmanów, kobiet w burkach, półksiężyców. Po prostu: to, z czym to się wiąże, jest odrażające. To przesądy, przemoc, nienawiść, prześladowania, dyskryminacja. Islam w wydaniu arabskim uosabia wszystko, z czym walczą ludzie cywilizowani”. Co pani, jako islamolog, myśli, czytając tego typu opisy?

Agata S. Nalborczyk: Najbardziej martwi mnie rozbudzanie lęku w ludziach, którzy nagle zaczynają się bać np. polskich Tatarów – jadą do Kruszynian i malują farbą świnie na meczecie albo symbol Polski Walczącej na grobach polskich Tatarów…

Niestety tego typu wypowiedzi na temat muzułmanów to nic nowego. Pewne motywy stereotypowego obrazu islamu w Europie nie zmieniają się od stuleci, sięgają jeszcze czasów św. Jana z Damaszku żyjącego w VIII w. n. e.! Wynika to przede wszystkim z nierozumienia różnic między islamem a chrześcijaństwem. To niezrozumienie jest zresztą obecne po obu stronach, a jego ślady można znaleźć jeszcze w pamiętnikach rycerzy z czasów wojen krzyżowych.

Michał Jędrzejek: Jakie elementy stereotypowego obrazu muzułmanów powtarzają się w historii?

Agata S. Nalborczyk: Przez wieki przewija się błędne przekonanie o tym, że muzułmanie są brudni, zacofani, że ich cywilizacja nic nie przyniosła kulturze światowej. Powtarza się mit o upodobaniu do przemocy, do świętej wojny. Europejczycy zapomnieli, że uzasadnienia świętej wojny to dzieło teologii chrześcijańskiej z czasów Bizancjum.

Po 11 września mniej jest ewidentnych błędów w informacjach o islamie, ale z kolei są one bardzo wybiórczo traktowane – i tak np. przedstawiane są wyłącznie takie fragmenty Koranu, które mają ilustrować tezę o rzekomej brutalności muzułmanów.

Michał Jędrzejek: Jak reagować, kiedy okazuje się, że nasz rozmówca jest islamofobem?

Agata S. Nalborczyk: Trzeba zwracać uwagę na fakty. Nie można utożsamiać wszystkich muzułmanów ze złem, które wyrządza jakaś część z nich. Przecież 1 400 000 000 osób to nie są sami źli ludzie! Utożsamiając islam z terroryzmem przestajemy widzieć w muzułmanach ludzi – widzimy tylko anonimowych wrogów, fanatycznych wyznawców złej religii. Jak uczy nas historia, taka dehumanizacja jest bardzo niebezpieczna.

Michał Jędrzejek: Ale czy retoryka, którą pani proponuje, byłaby w stanie przekonać np. uczestnika marszu przeciwko imigrantom?

Agata S. Nalborczyk: Podstawowy problem polega na tym, że bardzo często mamy do czynienia z ludźmi, którzy nie chcą się niczego dowiedzieć i za żadne skarby świata nie zmienią swojego zdania. Dziś wszyscy uważają się za specjalistów od islamu. Kiedy słyszę jak ktoś wygłasza swoje opinie na temat „kultury muzułmańskiej” – pytam – co to jest ta kultura muzułmańska? Czy to kultura indonezyjska? W końcu jest to największe państwo „muzułmańskie”, w którym mieszka 207 milionów wyznawców islamu. Czy może ma na myśli kulturę turecką? A może egipską? Czy jednak irańską? Polacy najczęściej utożsamiają muzułmanów z Arabami – a przecież 12% Arabów to chrześcijanie, zaś arabscy wyznawcy islamu to tylko ok. 20% wszystkich muzułmanów. Świat islamu jest wewnętrznie bardzo podzielony. Nie tylko kulturowo, ale też religijnie. Pamiętam, jak prof. Piotr Kłodkowski, który sam o sobie mówił „byłem talibem” – bo był studentem w medresie muzułmańskiej w Pakistanie, a słowo „talib” oznacza studenta – wspominał niekończące się spory między studentami z różnych obszarów świata muzułmańskiego na temat islamu i tego, czyja praktyka jest lepsza. Tymczasem świat Zachodu postrzega islam jako monolit.

Michał Jędrzejek: Skąd to się bierze?

Agata S. Nalborczyk: Przede wszystkim przez braki w edukacji. Choćby w książce do historii mojego syna natrafiłam na lekcję na temat islamu. Jako jedyn ilustrację, ukazującą kobietę muzułmańską zamieszczono zdjęcie kobiety w burce niebieskiej, afgańskiej. A taką burkę przecież nosi zdecydowana mniejszość muzułmanek! Inny przykład – na zajęciach ze studentami „Wybrane problemy świata islamu w filmie” oglądamy film dokumentalny. Do obrazu dołączony jest komentarz, głos z offu mówi: „wszystkie kobiety w islamie muszą zasłaniać twarz” – a na ekranie pokazują akurat ulicę w Teheranie, po której chodzą kobiety bez zasłoniętych twarzy. Te stereotypowe przekonania są tak silne, że nawet autorzy filmu nie zauważyli, że mówią coś sprzecznego z rzeczywistością, sprzecznego z obrazem, który sami pokazują!

Michał Jędrzejek: Nie jest jednak przecież tak, że obawy Europejczyków związane z terroryzmem muzułmańskim są wyssane z palca…

Agata S. Nalborczyk: Według danych Europolu na temat zamachów terrorystycznych w 2013 roku na terenie Europy miało miejsce 156 zamachów, z czego 4 były motywowane religijnie (a z tych czterech – dwa były skierowane przeciwko  muzułmanom). Zdecydowana większość zamachów nadal związana jest z ekstremizmem lewicowym lub prawicowym, a celem wielu aktów terroryzmu są obiekty przemysłowe.

Jaka była reakcja na zamach Breivika, gdy zaraz po pierwszym wybuchu nikt nie wiedział kto jest za niego odpowiedzialny? Dziennikarze już zaczynali prosić specjalistów o komentarze w sprawie nowego zamachu dokonanego przez muzułmanów! Potem nastąpiła konsternacja, gdy wyszło na jaw, że sprawcą był Breivik. Jeżeli zamachu dokonuje biały człowiek Zachodu  jest nazywany szaleńcem, wariatem, a nie chrześcijańskim terrorystą. Jeżeli robi to muzułmanin – uważa się, że odpowiedzialność za jego zachowanie ponosi religia. A jeżeli osoba o czarnej skórze, winna jest rasa. Tak to przedstawiają media.

Michał Jędrzejek: Czy używa pani słowa „islamofobia”? Niektórzy zauważają, że każdy krytyk, np. sytuacji kobiet w społecznościach muzułmańskich, może być dziś nazwany „islamofobem”.

Agata S. Nalborczyk: Faktycznie jest to termin bardzo niekonsekwentnie używany. Raz – i słusznie – określa się nim ksenofobiczne postawy wobec muzułmanów; innym razem – obawy mieszkańców dzielnicy, w której buduje się meczet o to, czy z tego powodu w ich okolicy nie zabraknie miejsc do parkowania. To nie jest idealny termin, ale jak na razie lepszego nie wymyślono.

Według danych Europolu na temat zamachów terrorystycznych w 2013 r. – na terenie Europy miało miejsce 156 zamachów, z czego 4 były motywowane religijnie, a z tych czterech, dwa były skierowane przeciwko muzułmanom.

Agata Nalborczyk

Michał Jędrzejek: Pani Barbara Imiołczyk pracuje w komisji, która na co dzień zajmuje się migrantami. Czy media wpływają na zachowania Polaków? A może to, co widzimy w telewizji czy w internecie, to tylko wirtualna rzeczywistość, która nijak się ma do naszych codziennych relacji z cudzoziemcami?

Barbara Imiołczyk: Niestety – media w sposób bezpośredni kształtują postawy. A nawet media głównego nurtu sieją zamęt, budzą lęk i kłamią. Przykład: wywiad z burmistrzem Podkowy Leśnej, miejscowości, która ma około 4,5 tys. mieszkańców i w której od lat funkcjonuje ośrodek dla uchodźców. Przez ten ośrodek przewinęły się już tysiące ludzi, w tym bardzo duża grupa Czeczenów – a nastroje mieszkańców Podkowy Leśnej nigdy jeszcze nie były tak pełne niepokoju, jak obecnie! Skąd się to bierze? W wywiadzie z burmistrzem dziennikarz zadaje pytanie: „Czy pan będzie również wysiedlał z mieszkań komunalnych mieszkańców, by zrobić miejsce dla uchodźców?”. Co za absurd! W trakcie wywiadu padła też informacja, że do Podkowy przyjedzie 3,5 tys. ludzi – 3,5 tys. uchodźców do tak małej miejscowości! Problem ze współczesnymi mediami polega nie tylko na tym, że manipulują emocjami, media sieją zamęt, podając nieprawdziwe informacje. I nawet media, które starają się być neutralne, posługują się językiem, który wzbudza negatywne emocje. Bo co to jest „fala imigrantów”? Fala to słowo, które wywołuje uczucie zagrożenia. Tymczasem my w Polsce nie mamy przyjąć żadnej „fali”, tylko ok. 10 tys. uchodźców. W porównaniu z Czeczenami, których przyjęliśmy ponad 80 tys., to znikoma liczba.

Michał Jędrzejek: Czy sami migranci skarżą się na przejawy wrogości ze strony Polaków?

Barbara Imiołczyk: Coraz częściej tak. I to są naprawdę smutne historie. Ludzie, którzy mieszkają w Polsce od kilkunastu lat, właśnie teraz po raz pierwszy doświadczają niechęci czy agresji – z powodu tego, jak wygląda debata na temat uchodźców. Pewna uchodźczyni z Czeczenii, mieszkająca w Polsce od 19 lat, opowiedziała nam ostatnio taką historię. Jedzie metrem, a chodzi w charakterystycznym nakryciu głowy, w chustce – i po raz pierwszy zdarzyło się jej, że gdy usiadła, kobieta siedząca obok ostentacyjnie wstała i zmieniła miejsce. Dotknęło ją to bardzo, więc zapytała tę panią: „co się stało, dlaczego?”. Usłyszała: „pani jest muzułmanką, nie chcę mieć z panią nic wspólnego”. Po 19 latach mieszkania w Polsce pierwszy raz spotkał ją taki afront.

Michał Jędrzejek: Mamy do czynienia z falą nienawiści bez fali imigrantów?

Barbara Imiołczyk: Zdecydowanie tak. Ta fala dotyka tych, którzy byli od lat naszymi sąsiadami, a nawet kolegami z klasy! W jednym z miast po manifestacji przeciwko imigrantom, pełnej agresji i nienawiści, uczniowie gimnazjum przenieśli te emocje na swojego kolegę z klasy, używając słów „cudzoziemiec” i „uchodźca” jako obelg.

W Polsce nie mamy przyjąć żadnej „fali uchodźców”, tylko około 10 tys. ludzi – w porównaniu z Czeczenami, których przyjęliśmy w ostatnich latach ponad 80 tys., to naprawdę znikoma liczba.

Barbara Imiołczyk

Organizacje społeczne, które działają na rzecz ofiar wojny, cudzoziemców, imigrantów, notują niespotykaną skalę języka nienawiści: pełnych wyzwisk maili i telefonów. Ta agresja jest już nakierowana nie tylko na Innego, ale także na wszystkich, którzy Innemu pomagają.

Michał Jędrzejek: Co z tym zrobić?

Barbara Imiołczyk: W chwili, gdy zaczęliśmy to spotkanie, burmistrz Podkowy Leśnej zaprosił mieszkańców, by wyjaśnić im, co będzie się działo: że do ośrodka przyjedzie nie 3,5 tys. ludzi, a może 150; że przyjadą w lutym i nikt nie będzie z tego powodu wysiedlony; że uczniowie w szkołach nie będą musieli z powodu dzieci uchodźców uczyć się na dwie zmiany. Takie rzeczy trzeba po prostu tłumaczyć. Ale jesteśmy osamotnieni, bo główny przekaz idzie nie od organizacji społecznych, specjalistów i ludzi dobrej woli, lecz właśnie z mediów.

Ewa Wanat: Nie chcę bronić mediów tradycyjnych, ale proszę jednak zwrócić uwagę, że cały ten antyimigrancki ruch odbywa się przede wszystkim w internecie. To zwykli ludzie zakładają swoje kanały na YouTubie; to blogerzy i dyskutanci na Facebooku zaczęli pierwsi siać nienawiść i strach. Media prawicowe tylko cynicznie wyszły naprzeciw tym oczekiwaniom – one same nie wykreowały tej paniki.

Michał Jędrzejek: Czyli jednak winni nie są dziennikarze tylko zwykli Polacy?

Ewa Wanat: Powiem szczerze – ja tę polską ksenofobię trochę rozumiem. Jesteśmy wyjątkowo homogenicznym społeczeństwem, w ogóle nie znamy innych kultur, boimy się wszystkiego, co jest inne. Przecież my przez cały okres PRL byliśmy zamknięci. Niedawno przyjechał do mnie mój znajomy z Paryża – był pierwszy raz w Polsce. Chodził po Warszawie i stwierdził: „nie wiem o co chodzi, coś w tym mieście jest dziwnego”. I w pewnym momencie się zorientował, co go tak cały czas podświadomie dziwiło: „tutaj wszyscy są biali!”. Dla mieszkańców Paryża, Londynu czy Brukseli to naprawdę nie jest zwyczajny widok – sami biali ludzie na ulicach.

Ta liczba imigrantów w Polsce w końcu się zmieni, musi się zmienić. I niestety to pierwsze pokolenie, które do nas przyjedzie, będzie musiało – ja wiem, że to okropnie brzmi – zapłacić za tę naszą ignorancję, a dopiero dzieci, które zaczną chodzić do przedszkola z kolorowymi kolegami i koleżankami, nauczą się żyć w niejednorodnym społeczeństwie.

Barbara Imiołczyk: Ważne jest też to, że my ciągle uważamy nasz kraj za bardzo biedny, chociaż w skali światowej dawno już nim nie jesteśmy, jesteśmy średniakiem. Tymczasem ciągle mamy takie przekonanie, że to nam się należy pomoc od innych krajów. Za kilka lat będziemy mniej otrzymywać, a więcej dawać. To mógłby być dla nas powód do dumy – już nie potrzebujemy tak wielkiej pomocy, teraz możemy pomagać innym. Ale świadomość społeczna zmienia się niezwykle wolno. To prawda, że mamy jeszcze bardzo wiele problemów, niezaspokojonych potrzeb. Lekarstwa trzeba szukać w bardziej skutecznej polityce gospodarczej i społecznej, a nie w odwracaniu się od ludzi, którzy w naszym kraju chcą ochronić własne życie.

Michał Jędrzejek: Wydaje mi się, że część nieporozumień i kontrowersji wynika także z tego, że w Polsce uczestniczymy w dwóch dyskusjach jednocześnie. W jednej – dotyczącej samej Polski i przyjęcia przez Polskę tej niedużej grupy uchodźców. I w drugiej – ogólnoeuropejskiej dotyczącej tego, ilu ludzi jest w stanie przyjąć sama Europa. Faktem jest, że nie możemy przyjąć wszystkich tych, którzy chcieliby tu przyjechać. Czy liberalna część opinii publicznej nie przegrała dyskusji o imigrantach, właśnie dlatego, że unikała naprawdę kontrowersyjnych tematów? Media głównego nurtu przedstawiały problem w uproszczony sposób i może stąd te, tak popularne wśród internautów, oskarżenia o manipulacje?

Ewa Wanat: Moim zdaniem wina nie leży po stronie liberalnych dziennikarzy. Internet jest wolną przestrzenią, zwierciadłem społeczeństwa. W internecie głośniejszy jest lęk i ignorancja niż merytoryczne głosy. To jest zamknięte koło. Ludzie czerpią wiedzę z internetu, a jednocześnie tam tej wiedzy jest mało – w internecie królują właśnie ludzie, którzy niewiele wiedzą.

Barbara Imiołczyk: Na to nakłada się jeszcze znane zjawisko z psychologii społecznej – zło łatwiej jest uogólnić, dobro wydaje się indywidualne. Stereotypy budują się wokół cech negatywnych – jeśli człowiek zrobi coś dobrego, to wydaje się, że to on jeden jest dobry, jeśli przedstawiciel jakiejś grupy zrobi coś złego, cała grupa zaczyna być spostrzegana jako zła.

Agata S. Nalborczyk: Negatywne informacje są łatwiej i szybciej przez nas zapamiętywane. Jestem związana ze środowiskiem „Więzi” i zajmuję się dialogiem międzyreligijnym. Często więc spotykam się z atakami ze strony różnych konserwatystów, mówią nam np. że muzułmanie nigdy nie wystąpili z żadnym gestem dialogu w stosunku do chrześcijan. A przecież to nieprawda – ciągle muszę tym samym ludziom przypominać np. o liście 138 uczonych muzułmańskich do przywódców chrześcijaństwa „Jednakowe słowo dla nas i dla was”, który był skierowany m.in. do papieża i dał początek seminariom katolicko-muzułmańskim. Mimo to ci sami publicyści powtarzają na antenie radia w kółko tę samą nieprawdę, tak jakby to był jakiś partyjny obowiązek.

Barbara Imiołczyk: Czy mogę na koniec powiedzieć coś pozytywnego? W przyszłym roku odbędą się w Polsce Światowe Dni Młodzieży – przyjedzie do nas wiele milionów młodych ludzi o różnym kolorze skóry, władających różnymi językami. Na ulicy bardzo trudno będzie odróżnić uchodźcę od pielgrzyma – i to jest pewna nadzieja na zmianę postawy Polaków.

 

Barbara Imiołczyk – współprzewodnicząca Składu Komisji Ekspertów ds. Migrantów przy Rzeczniku Praw Obywatelskich

Agata S. Nalborczyk – arabistka, badaczka islamu, adiunkt w Zakładzie Islamu Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego

Ewa Wanat – dziennikarka, była redaktor naczelna radia TOK FM i Polskiego Radia RDC

Michał Jędrzejek – doktorant na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego i w Akademii Artes Liberales, kieruje działem monitoringu Obserwatorium Debaty Publicznej „Kultury Liberalnej”

 

Źródło ilustracji: Flickr. Autor: Takver

Wypowiedz się